Społecznicy i Kulturalnicy

Sformułowanie „społecznicy i kulturalnicy” zostało zaczerpnięte z pism Heleny Radlińskiej. Poniższy opis sprzed prawie stu lat, dobrze charakteryzuje wiele osób zrzeszonych pod sztandarem Kooperatywy Izerskiej. Dyskutując o twórczości, kulturze, ekologii, współpracy między ludźmi, zrównoważonym rozwoju itd, zarażając swoją wizją swoich sąsiadów, inspirując kolejnych do działania powtarzamy niemalże te same idee, które przyświecały w 1906 założycielom Związku Towarzystw Samopomocy Społecznej (ZTSS). Warto wiedzieć, że kulturalna i humanistyczna wizja samoorganizacji społecznej ma długie i piękne tradycje…

Prezentujemy cytat z pism Heleny Radlińskiej, wzięty z posłowia autorstwa Remigiusza Okraski do książki „Razem czyli Społem„, wraz z przypisem, w którym redaktor książki odsyła do kolejnych autorów.

Niemal wszystkich łączyły pewne cechy wspólne, dzięki którym w gwarze potocznej nazywano ich »społecznikami« i »kulturalnikami«, w odróżnieniu od »polityków« […] Wspólnym we wszystkich poczynaniach ZTSS jest zainteresowanie człowiekiem, jego losem i siłami duchowymi oraz pewien zmysł społeczny, nakazujący poszukiwać sposobów budowania życia zbiorowego poprzez ochotniczą współpracę jednostek. U wielu ludzi występowało wyraźnie poczucie jak gdyby posłannictwa: brania na swoje barki odpowiedzialności za urzeczywistnianie marzeń o przyszłym ustroju. Całe grupy żyły pragnieniem tworzenia w dniu dzisiejszym instytucji zwiastujących i dotykalnie budujących jutro. Ale– podkreślić to trzeba silnie– pragnienia były dalekie od pożądania władzy, panowania. Zwycięstwo wyobrażano sobie jako doprowadzenie do »powszechnego współuczestnictwa«. Miało to być współuczestnictwo w pracy i w korzystaniu z dorobku.

Działacze, którzy czuli się świadomymi spadkobiercami spuścizny kulturalnej, przypisywali sobie jak gdyby rolę gospodarzy zapraszających szerokie rzesze na pola, z których brać należy ziarno co najplenniejsze i wzór, jak własne odłogi uprawić. Życzliwa ciekawość w stosunku do każdego człowieka, gotowość pomocy łączyły się wedle żartobliwej a trafnej uwagi bacznego obserwatora z czujnym poszukiwaniem typów ludzkich, które są lub mogą się stać przenosicielami ideałów, współdziałaczami, organizatorami nowego życia. Zainteresowanie rozległymi dziedzinami kultury (u wielu i sztuki), pragnienie przetwarzania życia codziennego– sprawiały, że społecznicy nie zawsze mogli się pomieścić w ramach partii czy zaprzysiężonych organizacji spiskowych. Tęsknili do pracy w słońcu, do jawności, prawdy; lubowali się w różnorodności przejawów życia gromadnego.

Helena Radlińska, Związek Towarzystw Samopomocy Społecznej, w: tejże, Z dziejów pracy społecznej i oświatowej (III tom Pism pedagogicznych H. Radlińskiej), Zakład Narodowy im. Ossolińskich, Wrocław – Warszawa – Kraków 1964, s.306. Współczesny badacz, prof. Andrzej Mencwel, poświęcił wiele rzetelnej, a zarazem– co bardzo ważne– empatycznej uwagi analizie tego oryginalnego nurtu ideowego, który nazwał kulturalizmem, oraz dziejom „kulturalników”, przedkładających inicjatywy oddolne itworzenie swoistej tkanki społeczno-kulturowej ponad działalność polityczno-partyjną. Lektura tych znakomitych prac pozwala lepiej zrozumieć m.in. fenomen polskiej spółdzielczości i jej wymiar pozaekonomiczny. Zob. Andrzej Mencwel: Żywe wiązanie, w: tegoż, Spoiwa. Refleksje krytyczne, „Czytelnik”, Warszawa 1983; Etos lewicy. Esej o narodzinach kulturalizmu polskiego, Państwowy Instytut Wydawniczy, Warszawa 1990; Rdzeń. Rzecz o postawie Marii Dąbrowskiej, w: tegoż, Przedwiośnie czy Potop. Studium postaw polskich w XX wieku, „Czytelnik”, Warszawa 1997.